Rozdział XIX

  Usui jak prawdziwy dżentelmen otworzył przed Chou drzwi prowadzące do małej restauracji niedaleko szkoły. Imada posłała mu zaskoczone spojrzenie, ale pierwszy raz nie skomentowała. Nie mogła uwierzyć, że spoufala się tak z chłopakiem, którego uważa za wroga. W każdym razie to niecodzienne spotkanie było uzasadnione przegranym zakładem i z pewnością się nigdy nie powtórzy. Zajęła miejsce przy oknie i od razu przeszła do sedna sprawy.
– Nie mam dużo czasu, więc powiedz mi czego chcesz i wychodzę – zdążyła zakomunikować blondynowi zanim ten usiadł.
– Zawsze jesteś taka bezpośrednia?
– Przyzwyczajaj się.
Niezrażony dołączył do Chou.
– Na co masz ochotę? – nie zwracał uwagi na niemiły ton towarzyszki.
– Na nic. Nie zabawię tu długo.
– Dobrze – westchnął.
Splótł dłonie na stoliku i pierwszy raz nie wiedział od czego zacząć. Byli sami, a on miał jej tyle do powiedzenia. Mała błyskotka z którą się nie rozstawał coraz bardziej ciążyła mu w kieszeni. Kiedyś nie wierzył, że kiedykolwiek nadarzy się okazja ponownego spotkania fiołkowookiej, a teraz? Chodzą do tej samej szkoły, a ona ma go za największego zboczeńca. Układał już milion scenariuszy jak odda jej bransoletkę, a teraz wszystkie plany okazywały się do niczego. Wiedział, że trudno będzie znaleźć idealną okazję, ale mimo wszystko postanowił jeszcze zaczekać. Przynajmniej do czasu, aż Imada zaufa mu na tyle, żeby wysłuchać jak znalazła się w jego posiadaniu, a nie ucieknie jak najdalej od zielonookiego.
– Ej, ja tu jeszcze jestem i czekam – zniecierpliwiona jego nagłym milczeniem zaczęła machać dłońmi tuż przed jego twarzą.
– Chou-chan no więc… – wciągnął głośno powietrze do płuc szykując się na najgorsze. – Pójdziesz ze mną na imprezę organizowaną przez moją ciotkę.
Blondynka skuliła się na krześle. Usui kolejny raz ją zaskoczył i postawił w sytuacji bez wyjścia.
– Czy to podlega negocjacji? – zapytała z nadzieją w głosie, prosząc w duchu o inny sposób zadośćuczynienia za przegraną.
Pokręcił przecząco głową. Ucieszył się, że Imada tak łagodnie zareagowała, co było do niej niepodobne, więc wiedział, że musi mieć się na baczności. Przygotowany był od samego początku na ciężką rozmowę, mnóstwo wrzasków i dopiero na akceptację jego wspaniałego pomysłu.
– Obiecuję, że nie będzie tak źle jak myślisz. Jeśli się zgodzisz czeka Cię nagroda – uśmiechnął się do niej tajemniczo.
– Jeśli się zgodzę? Czyli mogę odmówić? – Ayane chwytała się każdego słowa jak ostatniej deski ratunku.
– Jak mam być szczery to nie.
Teraz, gdy Takumi postawił sprawę jasno zdała sobie sprawę, że nie ma innego wyboru jak tylko przystanąć na jego warunki. W chwili obecnej nie interesowało ją co to za impreza, kiedy i gdzie ona się odbędzie. Liczył się tylko fakt, że spędzi cały wieczór w towarzystwie kosmity siedzącego naprzeciwko niej i taka perspektywa z pewnością nie była dla niej miła. W dodatku nie będzie tam nikogo oprócz niego znała. Straciła całkowicie apetyt co nieczęsto się zdarzało i tylko w naprawdę stresujących dla niej sytuacjach.
– Nawet nie wiesz jak się cieszę – wycedziła przez zęby, wkładając w każde słowo tyle ironii ile tylko zdołała.
Zabrała cienki płaszcz z oparcia krzesła i nie mówiąc ani słowa ze złością ruszyła ku wyjściu. Była tak zaabsorbowana tym co ją czeka, że przechodząc przez jezdnię nie zauważyła nadjeżdżającego samochodu. Usłyszała głośny dźwięk klaksonu i mocne szarpnięcie za ramię. Zamknęła ze strachu oczy, a gdy je otworzyła zobaczyła Usuia trzymającego ją w ramionach. Nie była już na środku jezdni, a na bezpiecznym chodniku. Oddychała głęboko, a serce mocno waliło jej w piersi. Wyswobodziła się prędko z jego uścisku. Nie obchodziło ją to, że ten chłopak właśnie uratował jej życie, miała ochotę mu mocno przyłożyć.
– To wszystko przez Ciebie! Mogłam się zabić z powodu Twoich widzimisię!
Oczywiście wina całego zajścia spadła na Takumiego.
– Winisz mnie za to, że sama wepchnęłaś się pod koła samochodu?!
Wiedział, że Ayane ani myśli dziękować za cudowne przyjście na ratunek, ale blondyn nie był już tak opanowany jak przedtem. Jego złość nie wynikała z oskarżeń jakie rzucała mu fioletowooka, ale za to jak lekkomyślna i nieostrożna może być gdy tylko coś lub ktoś wyprowadzi ją z równowagi. Wystarczyło, że na sekundę spuścił z niej wzrok, a już miała kłopoty. Nawet nie chciał wiedzieć, co by się stało gdyby nie pobiegł za nią.
– Odprowadzam Cię, aż pod sam dom, czy Ci się to podoba czy nie. Tak się składa, że zależy mi, żebyś przeżyła drogę powrotną – odpowiedział kategorycznie.
Odruchowo wziął ją za rękę, na co dziewczyna odskoczyła od niego jak oparzona. Co on sobie wyobrażał? Traktował ją jak dziecko, czego wprost nie cierpiała.
– Nie będziesz mi mówił co mam robić! Pójdę na tą imprezę, ale masz mnie teraz zostawić w spokoju.
Jej huśtawki nastroju zupełnie dezorientowały Takumiego. Raz wydawało mu się, że  jest dobrze, a później wszystko musiał zaczynać od początku. To było bardzo dezorientujące, ale nauczył się cierpliwości, której z pewnością będzie bardzo dużo potrzebował do dalszej znajomości z Chou.

***

  Seiya siedział w swoim pokoju zamknięty, a obok niego piętrzyły się sterty kartek pozapisywanych nutami i tekstami piosenek. Gdy tylko dostał na urodziny gitarę nie mógł się nią nacieszyć. To był zdecydowanie najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostał od swojego kuzynostwa. Kiedy brał ją do rąk i delikatnie przygrywał na niej piosenki, które sam tworzył był w innym świecie. Ostatnio coraz częściej zamykał się, aby pobyć trochę samemu. Z dala od niekończących się kłótni, które były nieodłącznym elementem kiedy mieszkało się z rodzeństwem nie mogącym dojść do porozumienia. Niełatwym zadaniem było zrozumieć jak z jednego, zwykłego kubka kakao na śniadanie potrafią zrobić prawdziwą awanturę. On miał zupełnie inne zmartwienie. Nie mógł spać nocami, bo ogarniało go dziwne uczucie. Wiedział, że tęskni za tamtą szkołą. O ile już trochę odnalazł się w nowej, ciągle brakowało mu pewnej drobnej blondynki. Zbliżał się weekend, więc postanowił wybrać się na małą wycieczkę i odwiedzić kogoś za kim się naprawdę stęsknił… Wiedział, że nie może wyjechać na kilka dni bez uprzedzenia dlatego wziął spakowany już plecak i wyszedł do kuchni szukając Chou. Z nią najprędzej by się dogadał, a ona na pewno zrozumiałaby jego postępowanie. Przynajmniej spróbowałaby zrozumieć. Niestety, w mieszkaniu zastał jedynie jej bliźniaka, który przez otwarte na oścież okno palił papierosa wyraźnie rozluźniony. Brunet chrząknął chcąc zwrócić na siebie uwagę. Srebrnowłosy przestraszył się sądząc, że Taiki przyłapał go na gorącym uczynku. Jak na razie miał spokój, bo najstarszy Imada zajmował się obecnie jedynie wybrykami jego siostrzyczki dając mu trochę więcej swobody. Odwrócił się niepewnie, ale gdy zauważył kto okazał się intruzem wyraźnie odetchnął z ulgą.
– Czego? – zapytał wyrzucając peta.
– Wracam do domu na weekend. Nie chciałem wyjeżdżać bez uprzedzenia.
– Dobra. To ja… pójdę odprowadzić Cię na przystanek – podjął szybką decyzję.
Kou wiedział, że srebrnowłosy nie bez powodu zaoferował wspólny spacer. Teraz będzie chciał, aby tajemnica jego palenia nie wyszła na jaw. Plusem było to, że Yaten będzie tak zajęty swoimi sprawami, że znając go nawet nie zapyta o przyczynę wyjazdu. Gdyby tylko wiedział, że przejedzie tyle kilometrów, aby tylko na kilka godzin spotkać się z jakąś dziewczyną wyśmiałby go i na pewno nie oszczędził drwin.
– Spokojnie. Nie spieszę się – zaśmiał się widząc jak bardzo zielonooki chce się go pozbyć.
– Seiya, nigdy Cię o nic nie prosiłem – na widok rozbawionej miny bruneta zmienił zupełnie tor rozmowy. – I nie zamierzam. Mógłbyś po prostu czasem trzymać buzię na kłódkę.
– Ok – granatowooki zmierzwił mu czuprynę.
Szli przez chwilę w milczeniu, kiedy Kou zdecydował się przerwać tą ciszę.
– Co tam u przewodniczącej? – zagadnął.
– A co ma być? – Yaten spojrzał na niego podejrzliwie.
Czemu jego kuzyn bez powodu pyta o dziewczynę, której praktycznie nie zna? To było dziwne, nawet jak na niego.
– Nic. Tak tylko pytam – parsknął śmiechem.
– Co Cię tak śmieszy?! – zachowanie Seiyi zaczynało powoli drażnić Imade.
– Ty. W dziwny sposób okazujesz uczucia – wzruszył ramionami poprawiając spadający mu z ramienia plecak.
– Jestem dla Ciebie miły. Nie wiem o co Ci chodzi.
– Nie chodzi o mnie. Patrz kto idzie – ruchem głowy wskazał na idącą z naprzeciwka dziewczynę o zielonych włosach.
Zielonooki uśmiechnął się pod nosem.
– Jesteś idiotą Kou-san.

 

Reklamy

15 thoughts on “Rozdział XIX

  1. Pierwsza? To coś niespotykanego, jeśli weźmiemy moją persone pod lupę.
    Jak podejrzewałam – dużo o Usuiu i Chou. 3/4 rozdziału pewnie. Ale powiedzmy, że zobaczyłam pod koniec swego rodzaju (naciągany w mojej wyobraźni) bromance, więc jestem zadowolona. Ot co!
    Pozdrawiam,
    DageRee

  2. Śwetna robota dziewczyny, rozdział jak zwykle cud, miód, orzeszki 🙂
    Usui jest genialny, a Yaten taaaki słodki, gdzie są tacy faceci w prawdziwym życiu, ja się pytam 😀

  3. Wystarczy was upomnieć i rozdział jest 🙂 Jestem zachwycona, że tyle Usuia. Poprosze o więcej 😀 Za Yatenem nie przepadam, on mnie irytuje. Już nie mogę sie doczekać Chou i Usuia na imprezie. Buźka i weny 😉

  4. Trochę krótkie jak na tak długą przerwę, ale nie narzekam. Jest milutko, choć mnie intryguje ta bransoletka, bo o ile dobrze pamiętam, to nie było jej jeszcze w opowiadaniu. No nic, poczekamy, zobaczymy. Pozdrawiam

    • To ja Ci dam małą podpowiedź 😉 Musiałabyś cofnąć się o kilka rozdziałów, bo Usui już miał ją w kieszeni, ale nie było tak dosłownie powiedziane 😉

  5. Osobiście działa mi na nerwy jak czytam opinie, ża za dużo Usuia. Jak ktoś go nie lubi to co tu robi? Ja czytam waszego bloga dla niego i gdyby nie on, to nie weszłabym tu. Rozdział krótki, ale fajny. Apeluje o więcej Usuia! jak

  6. Króciutki :/ Jak dla mnie za mało Usuia. Misaki ma rację. Część z nas szuka blogów o nim. Nawet nie próbujcie pisać o nim mniej 😉

  7. Bardzo fajne, widać, że macie talent i pisze się Wam lekko … nie można się oderwać ;3 Będzie coś jeszcze, prawda? 😥 Proszę …

    • Oczywiście, że będzie. Chociaż do tej pory nic jeszcze nie wrzuciła, to na pewno nie zrezygnowałam z pisania. Zbyt wiele rzeczy zaprząta mi głowę i czas. Jednak opowiadanie na pewno będzie kontynuowane 😉 Więc nie musisz się martwić, pozdrawiam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s